Krew i Stal – Jacek Łukawski Recenzja

Krew i Stal Recenzja Blondynki Też GrająGdy ostatnio znajomy polecił mi książkę Krew i Stal  Jacka Łukawskiego, będącą zarazem jego debiutem, na moje czoło wstąpił zimny pot. Zazwyczaj przygody z taką literaturą nie kończą się dobrze, czuć w nich brak doświadczenia pisarza. Dlatego zazwyczaj skupiam się na twórczości veteranów literatury. W moim przypadku poszukiwanie książki, która mnie zainteresuje nie jest łatwe. Nowi twórcy zazwyczaj tworzą wyidealizowane postacie, światy w którym na równi stoi dobro ze złem i zazwyczaj praktycznie zawsze jestem pewien zakończenia.
Krew i Stal
Krew i Stal czyli pierwszy tom serii Kraina Martwej Ziemi nie powstała przypadkowo. Jacek Łukawski od lat jest fanem książek historycznych i fantasy, uczył się również fechtunku dlatego zbytnio nie zdziwiłem się faktem, że stworzył serię, która przenosi nas do świata osadzonego w średniowieczu, gdzie każda istota magiczna zaczerpnięta z wierzeń słowiańskich próbuje nas zabić, a magia wcale nie powstała po to aby koić męki ludzi, byłem pewny, że dzięki tym elementom będzie to solidna, mroczna przepełniona okrucieństwem książka, która pokaże nam jak wszystko to co tworzone jest ludzką ręką potrafi być kruche.

Pierwsze kilkadziesiąt stron było ciężkie w odbiorze, nagromadzenie archaizmów i  brak konsekwencji w stylu językowym w dialogach trochę przeszkadzała mi się wczuć. Wgłębiając się dalej odkryłem, że jednak książka mnie zaciekawiła.

Krew I stal przedstawia historię prostej misji ratunkowej na której czele staje drużynnik Arthorn. Na pierwszy rzut oka był to lichy pomysł na całą serię książek, ale przecież w mrocznych świecie Krainy Martwej Ziemi, na czytelnika czeka więcej okrutnych intryg niż radosnych chwil. Dlatego też dokładne i częste opisy uzbrojenia, pojazdów, krajobrazów czy samych postaci pozwoliło naprawdę wczuć się w ten świat. Dodatkowo autor nadał wielu postaciom niesamowite cechy charakteru, które pozwoliły na obdarzenie ich sympatią nawet jeśli ich decyzje nie zawsze przypadły mi do gustu.

Jacek Łukawski nie zatrzymał się na tym, postanowił też nadać powieści odrobinę humoru chociażby przez nawiązanie do twórczości Sapkowskiego czy Tolkiena. Interesujący pomysł który pozwolił nam dowiedzieć się, że noszenie mieczy na plecach to wyjątkowo nie rozważny pomysł, a chęć zniszczenia jedynego pierścienia łatwo można powstrzymać krowim łajnem.

Elementami, które mnie najbardziej interesowały były opisy przeróżnych potworów i maszkar , które wyjątkowo często pojawiały się na drodze naszego głównego bohatera. Arthorn na swojej drodze napotkał prawie cały słowiański bestiariusz: demony, wiły, dziwożony, mroczne dusze, nocnice, bagienniki, plątniki, utopce, błędne ognie, powrotniki i leszy opisy maszkar nie wywołały we mnie dreszczyku emocji ale muszę przyznać, że działały na wyobraźnie. Dodatkowo autor trafnie uznał, że do zabicia ich nie potrzeba Wiedźmina, czasami wystarczyło nasłać zwykłych wieśniaków z widłami czy chociażby kowala zdolnego do ukręcenia łba ożywieńca.

Jeśli chodzi o sam styl pisania, im dalej było tylko lepiej, narracja stawała się co raz dynamiczniejsza, opisy lepiej wkomponowane w całość. Problemem nadal był sztywny i nie konsekwentny język staropolski w dialogach ale po pewnym czasie się do niego przyzwyczaiłem, mam jedynie nadzieje, że autor w następnych książkach nie będzie aż tak szczegółowo opisywał scen walki, bo tego typu ściana tekstu nie była zbyt dobrze przyswajalna:

,,Świst obok głowy,zastawa,brzdęk,głuche uderzenie – znów tarcza. Zastawa, cios, cios, unik i sztych, tarcza, unik, zastawa, cios, cios, cofnięcie, cios przewagą długości miecza, głucho w tarczę, kolejny i kolejny…”

Co raz szybciej pochłaniałem kolejne strony w końcu rozpoczęły się nagłe zwroty akcji, zdrady, intrygi chwilę smutne, radosne i te delikatnie przerażające. Pojawiły się też postacie tak zawiłe i intrygujące, że z utęsknieniem czekałem na ich ponowne pojawienie się.  Nie mogło również zabraknąć scen miłosnych ( niestety tutaj brakowało dokładnych opisów) związek głównego bohatera i jego urodziwej wybranki został przedstawiony w nietypowy dosyć zagmatwany sposób, przez co wywołał we mnie lekkie uczucie żalu przez decyzje Asthorna.

Nie mogę zapomnieć o świetnym pomyśle wydawcy SQN dotyczącym rysunkowych wstawek. Rysunków w książce było masa, gorzej było z ich wykonaniem, które było naprawdę słabe. Jedynie co mi przypadło w nich do gustu to styl, gruby szraf był naprawdę klimatyczny.
Krew i Stal

Całokształt powieści zrobił na mnie wrażenie, spodziewałem się gniota, który będzie nie do przełknięcia, a trafiłem na nieociosany diament, który będzie tylko nabierał tępa. Osobiście Krew i Stal naprawdę przypadła mi do gustu, na tę chwilę z lekkim sercem mogę ją ocenić na 7/10. I zabieram się za poszukiwania kolejnej części!

Jeśli będziecie mieli jakieś pytania to zapraszam do komentarzy,  🙂

Trzymajcie się ciepło!
Marek

9 replies
  1. Michał Wysocki
    Michał Wysocki says:

    Mi ostatnio w łapki wpadł debiut zagranicznego pisarza o tytule „Obietnica krwi”. Początek ciężki, ale z każdą stroną było coraz lepiej 😀 Polecam, szczególnie dla połączenia magii i muszkietów 🙂

    Odpowiedz
  2. konr
    konr says:

    Na kolejną część to chyba jeszcze trochę poczekamy. Albo coś przekręciłem, albo Łukawski wspominał w jednym z wywiadów o połowie przyszłego roku. Na pewno zainteresuję się tematem, zachwyciły mnie te tolkienowskie wstawki komediowe w pierwszym tomie 😀

    Odpowiedz
    • Redakcja
      Redakcja says:

      @Konr Mnie osobiście zadziwia aktualne skracanie książek. 360 stron to naprawdę mało. Wiem, że ciężko przebrnąć się przez książki typu Diuna ( 670+stron) ale uważam, że urywanie wątków jest o wiele mniej zdrowe 😀

      Odpowiedz
      • konr
        konr says:

        Chyba po prostu łatwiej się pisze na raty. Nie tylko debiutantom takim jak Łukawski, Orson Scott Card też pisze krótkie książeczki i rozbija historie na kilka, kilkanaście tomów 😀 No i można podręczyć osoby, które entuzjastycznie podejdą do pierwszego tomu ;p

        Odpowiedz
  3. Szablony Allegro
    Szablony Allegro says:

    ja mam wręcz odwrotne doświadczenia co do pierwszych książek autorów. Mam wrażenie, że dużo bardziej się starają i wszystko dopracowują w najmniejszym szczególe. Fakt, że warsztat jeszcze nie ten, ale i tak lubię czytać, więc po tę książkę z pewnością tez sięgnę.

    Odpowiedz

Leave a Reply

Want to join the discussion?
Feel free to contribute!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *